www.rurociagi.com

Reklama    Ogłoszenia    Wolna trybuna 

Redakcja    Listy    Fundacja ODYSSEUM 


2-3 / 2004 - strona startowa

 

Nośniki energii a geopolityka

Mirosław Dakowski

Zróżnicowanie

Państwa, których elity rządzące pragną zachować zdolność do samodzielnych decyzji, starannie pilnują, by ich gospodarki miały zapewniony stabilny i stały dostęp do różnorodnych nośników energii pierwotnych. Przestrzegają też zasady, by w przypadku nośników importowanych, konkretny nośnik dostarczany był z różnych kierunków. W przypadku gazu i podobnych nośników (ropa, w niedalekiej przyszłości wodór), takim wymogiem dla krajów Unii Europejskiej jest, by z jednego kierunku importowano nie więcej niż 25-30 %. Ta zasada zapewnia bezpieczeństwo energetyczne kraju i eliminuje możliwość nacisków czy szantaży ze strony eksportera – monopolisty. Służy również do korzystania ze zdrowej konkurencji między państwami i firmami oferującymi te nośniki.

W Polsce jednoznacznie sformułowano tę zasadę w Założeniach Polityki Energetycznej Państwa w r. 1990 [1]:

Należy zwiększyć import gazu, i to przede wszystkim z kierunków innych niż ZSSR. Obecny stopień naszego uzależnienia od ZSRR powoduje, że w przypadku zakłóceń dostaw importowych zagrożone jest bezpieczeństwo krajowego systemu gazowniczego. Poza tym dywersyfikacja kierunków importu polepszy pozycję Polski w negocjacjach ze Związkiem Radzieckim, który prawdopodobnie – mimo wszystko – pozostanie przez długi czas naszym głównym dostawcą.

Pisze się tam również: Gospodarka polska będzie w stanie zaabsorbować do roku 2000 ... w scenariuszu wysokim 12 mld m3, w tym ok. 5 mld (m3) gazu LNG.

Była to zasada strategicznie korzystna dla zachowania niezawisłości państwa i narodu polskiego, oraz zgodna z zasadami państw EWG, później Unii Europejskiej.

Podobnie wypowiadał się wtedy zespół Ministerstwa Przemysłu [2] pod przewodnictwem Kazimierza Adamczyka: Konieczność dywersyfikacji kierunków importu wskazuje, jako potencjalnego dostawcę, Norwegię lub Algerię poprzez istniejące w Europie systemy gazu ziemnego. Rozpatrywany jest również import drogą morską gazu skroplonego LNG.

Na szyderstwo zakrawa, lecz jest charakterystyczne dla obecnej epoki, iż autor tych, w imieniu rządu podjętych, lecz papierowych deklaracji, został niedługo później dyrektorem rosyjsko-polskiej spółki EuRoPolGaz....

Nie znalazłem jakichkolwiek materialnych dowodów na wdrażanie tych zasad, w okresie ich obowiązywania, przez państwowe Przedsiębiorstwo Górnictwa Naftowego i Gazownictwa (PGNiG). Następne ekipy rządzące (po 1992r.) realnie od zasady dywersyfikacji odstąpiły. W 1993r. podpisano Porozumienie między rządami Polski i Rosji w sprawie rurociągu Jamał-Niemcy. Umożliwia ono znaczną ekspansję rosyjskiego koncernu Gazprom na teren Polski oraz praktyczną monopolizację dostaw gazu naturalnego do Polski przez spółki związane z tym koncernem.

Należy zwrócić uwagę analityków i polityków na jeszcze jedną sprawę: Wprowadzone w Polsce (a raczej narzucone jej pod koniec rządów koalicji SLD-PSL, Dz.U Nr. 54, 4.06.97, Ust.348) „nowe prawo energetyczne” wprowadziło zasadę TPA (dostępu strony trzeciej), którą niezwykle łatwo rozszerzyć na polsko-języczne spółki reprezentujące obce interesy. Związana z tym jest tendencja do usilnej prywatyzacji sektora energo-elektrycznego. W krajach, w których już te kroki zrobiono, wyniki nie dały na siebie długo czekać: W lutym 1998r. padła na dwa tygodnie (sic!) sieć w Auckland (Nowa Zelandia) oraz w okolicy Brisbane (Queensland, Australia). Podobny, lecz jeszcze większy by „black-out” w Kalifornii w 2002r. Straty tych gospodarek są ogromne. Podobne wyniki dała niedawna prywatyzacja elektro-energetyki na Węgrzech. Analizy [3, 4, i 5] wykazują, iż zmniejszenie bezpieczeństwa energetycznego kraju oraz straty związane są z pogonią nowych właścicieli za zyskiem, a także z rezygnacją przez państwo z zasady użyteczności publicznej. Podobne niestabilności grożą Polsce. Tę groźbę mogłaby zmniejszyć decyzja o budowie i użyciu szczytowych elektrowni gazowych. Szerzej o tym w rozdziale 3. Nierozłącznie z tą kwestią związana jest decyzja o budowie floty gazowców (najkorzystniej w polskich stoczniach) oraz stacji przeładunku LNG. Podobny, lecz jeszcze większy był „black out” w Kalifornii w 2002 r.

Gaz na świecie

W.g. raportu francuskiego przedsiębiorstwa „Cedigaz” [6] zużycie gazu na świecie wzrosło w 1996r. o 4.9% do wysokosci 2.3 bln (2.3*1012 m3), w tym w krajach OECD o 11.6%, a w Hiszpanii o 15%, w Niemczech o ponad 12%, a w Wielkiej Brytanii o 18%. Transport gazu w postaci LNG wzrósł do prawie 24 % ogółu przetransportowanego gazu i wyniósł w 1996r. przeszło 103 mld m3. Istnieje więc już działający na zasadzie konkurencji, światowy rynek na gaz, w szczegółności na LNG. Potwierdzone rezerwy gazu ziemnego rosną z dziesięciolecia na dziesięciolecie mimo radykalnego wzrostu wydobycia. Jest to prawdą tak przy liczeniu w bilionach m3, jak i w jednostkach bardziej przemawiających do wyobraźni, t.j. w „dziesięcioleciach dostaw przy obecnym poziomie zużycia”. W roku 1997 światowe rezerwy wyniosły ponad 170 bln. m3, co zapewnia istnienie stabilnego rynku na gaz na wiele dziesięcioleci.

Dla orientacji podaję w Tabeli 1 ogólne własności gazów pochodzących z różnych źródeł wydobywczych.

Tabela 1 Rozrzuty cech gazów LNG z różnych źródeł

Zawartość metanu od 99.8% (Alaska) do 70% (Libia)
Gęstość gazu skroplonego [kg/m3] od 420 (Alaska) do 530 (Libia)
Wartość energetyczna [GJ/1000 Nm3] 39.6 do 54
Wartość energetyczna [GJ/tonę] 94 do 101
Współczynnik rozprężenia 590 do 521

Szerzej o własnościach LNG i ich magazynowaniu zob. K. Puto [8]. Gaz naturalny stanowi najbardziej elastyczny w użyciu nośnik energii dla pierwszej połowy XXI wieku. Rozwój technologii jego transportu i użycia stanowią też naturalne przejście do wykorzystania nośnika drugiej połowy XXI w., t.j. wodoru pochodzącego z efektywnej i taniej przemiany energii słonecznej najpierw na energie elektryczną a potem na wodór.

3. O roli gazu w elektro-energetyce

W ostatnich latach w Polsce została bardzo zagmatwana kwestia realnych cen różnych nośników. Stało się tak głównie na skutek nierzetelnych danych rozpowszechnianych przez firmy zainteresowane dezinformacją, jak i bezkarnego nieuctwa większości piszących „o energii” żurnalistów.

Spójrzmy na aktualną sytuację cenową przed uwzględnieniem „narzutów” finansowych na utrzymanie władzy (VAT), por. Tabela 2 wzięta z [10]. Przy produkcji elektryczności w podstawie zapotrzebowania widzimy 4-6 krotną przewagę cenową węgla, szczególnie brunatnego, nad gazem. Na czym więc oparte są prognozy PGNiG na znaczne użycie gazu w elektro-energetyce?

O prognozach zapotrzebowania Polski na gaz i sposobach ich uzyskiwania pisano wiele. Por. np. Tokarzewski i Bednarski [11], Tokarzewski [12], potem Findziński [13] oraz merytorycznie pogłębione krytyki tych „prognoz” i uzasadnienia wątpliwości profesora W. Bojarskiego [14 i 15]. Z zestawienia tych poglądów wynika: Polska nie ma wiarygodnej prognozy zużycia gazu na najbliższe 10 lat ani na ćwierćwiecze. Przy zawieraniu umów długoterminowych (z zasadą take or pay) jest to groźne. Przy zakupach typu „spot”, szczególnie przy posiadaniu kilku własnych gazowców, groźby te znikają. Szczególnie korzystne jest przy tym zamówienie tych gazowców we własnych stoczniach.

W celu ułatwienia dyskusji merytorycznej na te tematy (szczególnie w zastosowaniach do celów elektro-energetyki) i uczynienia jej bardziej realistyczną konieczne jest rozpoczęcie od często źle interpretowanych spraw podaży i popytu elektryczności.

Zapotrzebowanie gospodarki ma znaczne wahania sezonowe oraz dobowe. Na realne problemy i kłopoty Krajowej Dyspozycji Mocy (KDM) i producentów energii elektrycznej rzutuje w pierwszym rzędzie chwilowe, nie zaś uśrednione zapotrzebowanie na energię. Rys. 1 przedstawia przypadek wahań dobowych dość skrajny, ale realny, a więc zmuszający Krajową Dyspozycję Mocy do natychmiastowej reakcji. Przedstawiono tu wahania zapotrzebowania w pochmurną środę końca roku. Kumulują się więc trzy efekty: ciemno, zimno i „pracujemy na dwie zmiany” bez rozsunięcia w czasie przerw obiadowych. Szerzej o przyczynach i konsekwencjach znacznych wahań zapotrzebowania pisałem w [16]. Wahania te stanowią wyzwanie dla KDM, ponieważ sieć energo-elektryczna nie ma akumulatorów energii i KDM (operator) musi kompensować skoki zapotrzebowania natychmiastową zmianą podaży (produkcji), lub - pogorszeniem jakości prądu (wahania napięcia, częstotliwości, wyższe harmoniczne, wędrówki mocy biernej po systemie itp.).

Zdecydowana polityka taryfowa miałaby po stronie popytu ogromny wpływ na wahania zapotrzebowania. Jej brak powoduje jednak konieczność zmian podaży mocy o amplitudzie ok. 3500 MW w czasie dziesiątek minut (!).

Musimy sobie uświadomić, że energetyka jądrowa oraz w znacznym stopniu energetyka oparta o węgiel, najlepiej pracują „w bazie”, t.j. produkując energię na niezmiennym poziomie mocy. Do kompensacji wahań zapotrzebowania chwilowego (szczyty przedpołudniowe i popołudniowo-wieczorne) najlepsze są elektrownie (turbiny) o minutowym czasie rozruchu (por.[16]). Do takich należą elektrownie gazowe oraz wodne, szczytowo-pompowe. Wbrew przekonaniom wąsko ukierunkowanych specjalistów, nie są to metody konkurencyjne, lecz wspierające się i uzupełniejące, obie niezbędne dla płynnego sterowania systemem.

Do zaspokajania szczytowych zapotrzebowań dobowych, szczegółnie w zimie, nadają się elektrownie na gazie naturalnym. W cyklu gazowo-parowym osiągaja sprawność przekraczającą 50 %. Są to elektrownie o niskich kosztach inwestycyjnych, a wysokich (obecnie) kosztach paliwa. Używanie ich w ciągu 1-3 godz. w czasie maksimum zapotrzebowania dobowego powoduje, że uśrednione koszty produkcji energii elektrycznej są minimalizowane. Jest to rozwiązanie racjonalne.

Nawet przy obecnych cenach światowych LNG, wysoce opłacalne byłoby dla elektro-energetyki (a także często dla ciepłownictwa) używanie LNG w zaspokajaniu potrzeb szczytowych. Zmniejszyłoby też zapotrzebowanie Polski na objętość podziemnych magazynów gazu (PMG) o zastosowaniu sezonowym, których koszty są ogromne. Możnaby mianowicie przywozić LNG przed okresem i w okresie jego największego zapotrzebowania.

Według jakościowych ocen ekspertów, koszt zbiorników do magazynowania krótkotrwałego (tydzień - miesiąc) jest kilkakrotnie niższy w przeliczeniu na 1000 m3, niż koszt magazynowania w PMG. Ten ostatni oceniany jest (wraz ze średnią wielkością poduszki gazowej) na 50-60 $/1000 Nm3. Dla racjonalnej analizy finansowej różnych sposobów magazynowania i transportu gazu warto ujawnić realne koszty rozważanych wariantów PMG. Konieczne jest też ujawnienie narzutów na pośrednictwo czysto handlowe. Interesy strategiczne Rzeczpospolitej Polskiej są ważniejsze od „tajemnic handlowych” różnych spółek i banków, często rodzinnych lub powiązanych innymi więzami nieformalnymi.

W aktualnych programach, np. w Programie rozwojowym elektro-energetyki w Polsce przedstawionym przez Polskie Sieci Elektroenergetyczne [17] projektuje się („zakłada się”) , że w 2010r. elektrownie uzyskają z gazu ziemnego 9340 MW mocy znamionowej. Implikuje to użycie gazu do produkcji mocy „w podstawie”.

Jak wykazuja przytoczone dane i fakty, projekty, by użyć gazu do produkcji energii elektrycznej w podstawie, szczególnie przy imporcie ze źródła monopolistycznego, są zdecydowanie błędne i - w wielu aspektach - sprzeczne z interesem Polski. Tak od lat argumentują w Sejmie i Senacie eksperci, przedstawiciele kół przemysłowych oraz związkowcy. Ich argumenty są jak na razie przemilczane. Por. n.p. dokumenty i ekspertyzy Polskiego Lobby Przemysłowego [18 i 19].

4. Na jakie odległości opłacalne jest przesyłanie gazu rurociągami

Podczas promocji książki W. Michałowskiego „Tranzytowy przekręt stulecia” w Związku Literatów we wrześniu 1997r. J. Korwin Mikke w czasie dyskusji o kosztach przesyłu gazu rurociągami podważał realistyczność żądania opłaty 4$/1000 Nm3/100 km. Dla rurociągu o długości ok. 4500km opłaty tranzytowe stanowiłyby mianowicie koszt wyższy (ok. 160 $) od ceny uzyskiwalnej w Europie (80-110 $), co jest absurdem. Ten argument używany jest często przez kręgi uznające za „normalne” wyrzeczenie się opłat tranzytowych. Rozumowanie to należy jednak odwrócić: Czy jest opłacalne przesyłanie gazu rurociągiem na odległość 4500km (w tym 1/3 trasy to wieczna zmarzlina, bagna, góry i tundra), jeśli opłaty należne za transport gazu wynoszą więcej, niż cena uzyskiwana na końcu rury? Przypomnijny, że długość projektowanego gazociągu Gazpromu do Niemiec jest ogromna w porównaniu do długości gazociągów istniejących w krajach o gospodarce rynkowej (Najdłuższe ok. 2500km, a w wyjątkowych warunkach gospodarczo-geograficznych w Ameryce Połudn. - do 3700 km.).

Chłodna analiza wykazuje więc, że podjęcie decyzji o budowie rurociągu Jamał-Niemcy możliwe było chyba tylko w umysłach ludzi, którzy przywykli do nie liczenia się z kosztami oraz przywykli do faktu swej - trwającej wiecznie - wszechwładzy. Gazprom jest to przecież „skomercjalizowane” b. ministerstwo przemysłu gazowego ZSRR [21]. Zrozumiałe jest więc, że zetknięcie się władz Gazpromu z - normalnymi przecież - oczekiwaniami kontrahentów do negocjowania przyjętych w świecie opłat tranzytowych, wywołuje frustracje i chęć wymuszenie darmowego tranzytu „tak, jak działo się to dotąd zawsze”. Istnieją tam (uzasadnione) obawy, iż zgoda na opłaty znacznie zmniejszy spodziewane zyski właścicieli Gazpromu.

Wydaje się że „Wielka Rura” z Jamału jest ostatnią z „wielkich budowli komunizmu”, gdyż decyzje o jej budowie zostały podjęte jeszcze przez ludzi pokolenia „wodzów” przywykłych do nie liczenia się z kosztami, ani finansowymi, ani ludzkimi. Możliwe są jednak rozwiązania korzystniejsze, rówież dla właścicieli Gazpromu: Wejście w światowy handel konkurencyjny. Jak więc obniżyć koszty przesyłu gazu z Jamału odo wielkiego odbiorcy?

Inną drogą obniżenia kosztów transportu z terenów półwyspu Jamał i okolic Urengoju są n.p. projekty wybudowania rurociągów jedynie na terenach najsurowszej zmarzliny, do tych wybrzeży morza Białego czy Barentsa, gdzie już czuje się wpływ Golfsztromu, t.j. do okolic półwyspu Kanin (ok. 400km na płn.-wsch od Archangielska). Skróciłoby to trasę koniecznego przetłaczania gazu rurociągiem do ok. 1200 km. W Gazpromie uważa się, że tamtejsze plemiona, właścicieli tych ziem (Neńcy i Chantowie), można „skłonić” do rezygnacji z opłaty za tranzyt. Dodatkowo: Pod morzem Barentsa są znaczne udokumentowane pokłady gazu : 1800 mld. m3).

Rozważane jest wybudowanie u podstaw półwyspu Kanin ogromnych zakładów skraplania gazu oraz portu przeładunkowego LNG. Analizy finansowe wykazują, że ekonomicznie oraz politycznie byłoby to przedsięwzięcie konkurencyjne do realizo-wanego obecnie projektu rurociągu Jamał-Niemcy (w zamyśle – dwie rury po fi-1420).

Wariant droższy polega na przedłużeniu tego rurociągu do okolic Petersburga. Wykluczyłoby to kłopoty i koszty związane z transportem LNG po wodach Oceanu Lodowatego. Można też rozważyć, przy okazji projektów budowy terminalu LNG na polskim Wybrzeżu, użycie tych samych zbiorników do magazynowania gazu LNG przesyłanego rurociągiem z Syberii przez Rosję i Białoruś - do eksportu flotą metanowców do wszystkich

Realizacja któregoś z tych wariantów włączyłaby Gazprom do grona firm uznających i wykorzystujących normalną konkurencję na świecie. Równocześnie ma to jednak dla władz tego koncernu ogromną wadę: Uniemożliwiałoby naciski monopolistyczne na najbliższych swoich kontrahentów. Nadzieje na przewagę decyzji racjonalnych należy łączyć z naturalnymi zmianami pokoleniowymi.

W fazie intensywnych projektów i rozmów politycznych jest ciągle wybór trasy „mostu energetycznego” z basenu Morza Kaspijskiego. Może on też przebiegać przez kraje kaukaskie, Morze Czarne i Ukrainę, dalej Polskę do Niemiec. Wariantem jest skierownie rurociągów do transportu gazu i ropy przez Turcję, do wybrzeży Morza Śródziemnego (port przeładunkowy Ceyhan). Cel tych prac jest jasny: Uniezależnienie się od monopolisty, co daje możliwość traktowania największego nawet kontrahenta z należną mu życzliwością i powagą, ale bez strachu. Zasdy konkurencji przede wszystkim.

5. Zasady powstawania cen LNG

Przedstawiciele PGNiG , np. ostatnio A. Findziński [13], oraz polsko-języcznych spółek działających na rzecz Gazpromu, systematycznie mówią i piszą, iż gaz w postaci LNG jest w Europie droższy od gazu rurociągowego. Dane obiektywne są odmienne: Np. Centrum Informatyki [22] podaje, iż LNG jest już w Europie tańszy od swego odpowiednika rurociągowego (Por. tabela 3). Te relacje systematycznie zmieniają się na korzyść LNG.

By pojąć, dlaczego się tak dzieje, należy się cofnąć do początków tego typu transportu, t.j. do lat 60-tych. Jeszcze wtedy zdjęcia satelitarne wskazywały, iż po stronie nocnej naszej planety jednym z najjaśniejszych optycznie regionów była Nigeria. Cały gaz wydobywany wraz z ropą był mianowicie spalany w pochodniach. Pionierem sprzedaży i transportu były w latach 60-tych Francja i Algeria. Ceny gazu uwarunkowane były (wtedy) głównie cenami produkcji. Sytuacja ta zmieniła sie w wyniku powstania światowego rynku na LNG. Zacytuję tu urywek z najnowszej pracy Avidana i inn. [23]. Są to Amerykanie, eksperci od spraw LNG, pracujący w Huston.

„Od roku 1973 LNG zaczął być wyceniany na podstawie kaloryczności na poziomie cen węglowodorów płynnych. Jego cena kształtowana była proporcjonalnie do ceny ropy naftowej i korygowana o inflację. W zależności od położenia rynków zbytu, producenci LNG odnosili sie do cen różnych węglowodorów. Na przykład algierski gaz eksportowany do Europy wyceniany był na podstawie ceny destylatów i olejów napędowych. Na Dalekim Wschodzie często używanym indeksem jest cena clearingowa japońskiej odprawy celnej (JPP), stanowiąca przeciętną cenę ropy naftowej importowanej do Japonii.

Obecnie większość kontraktów na dostawy LNG wyceniana jest w oparciu o indeks ropy. W miarę rozwoju i ewolucji przemysłu LNG i wobec konieczności sprostania wymaganiom producentów i nabywców LNG, może okazać się konieczne stworzenie alternatywnych metod jego wycenienia. Mogą być wykorzystane formuły cenowe stosowane dotychczas dla gotowych produktów, takich jak olej opałowy i paliwo do silników odrzutowych. Możliwa jest też sprzedaż po cenach stałych lub odniesionych do wielkości inflacji. Może się okazać, że LNG będzie musiał konkurować z innymi paliwami w zakresie łącznych koszów, pomijając jego zalety ekologiczne. Na przykład węgiel jest konkurencyjnym paliwem przy wytwarzaniu energii elektrycznej. Jeżeli cena LNG będzie kształtowana w stosunku do ceny węgla, klient będzie mógł być pewien, że koszt produkcji energii (elektr.) w oparciu o LNG będzie konkurencyjny wobec budowy elektrowni opalanej węglem”.

Obecnie w Azji, szczegółnie w Japonii i Korei, cena LNG jest zbliżona do cen ropy, biorąc pod uwagę wartość energetyczną obu nośników. Należy więc jasno powiedzieć, iż w przypadku istnienia ogromnego kontrahenta, jakim dla Polski jest Gazprom, jego polityka cenowa będzie elastyczna jedynie w sytuacji , gdy będziemy mieli realne warunki zakupu i transportu własnymi gazowcami dużego procentu potrzebnego nam gazu.

Należy również jeszcze raz podkreślić, iż transport LNG gazowcami jest na tyle elastyczny czasowo, iż zawarcie odpowiednio wynegocjowanych umów może zmniejszyć nakłady potrzebne na zbiorniki dla rezerwy sezonowej.

B. Wojny o energię

Wojny o “towary deficytowe” trwają od tak dawna, jak znana jest historia ludzkości. Były wojny o wodę (pitną i do nawadniania pól), wojny o kobiety (choćby Sabinki), o pastwiska dla bydła itp. Zawsze były to jednak wojny czy konflikty lokalne, nie decydujące o losie planety. Sytuacja zmieniła się przed stuleciem, gdy wykrystalizowały się agresywne imperia, wojujące o wpływy oraz rządy globalne, przy pomocy szybko rozwijającej się techniki.

Coraz częściej mówi się o „wojnach o energię”. Szczególnie rozpowszechniane są te opinie przez propagandystów politycznych, mających za zadanie usprawiedliwianie przed wyborcami różnych niemoralnych, a często brutalnych decyzji rządów.

Rozważmy: Wydobycie jednej baryłki ropy w Arabii Saudyjskiej kosztuje ok. $0.10. Na t.zw. „rynkach międzynarodowych” cena wynosi $25-28/baryłkę. W Polsce płacimy w detalu za baryłkę benzyny $150. Poniżej dyskutuję tę sprawę szerzej. To zestawienie pozwala na odróżnienie dwóch motywów agresji: 1) chęć zdobycia wyczerpujących się światowych zasobów nośników energii, lub 2) chęć panowania nad krajami czy światem, opartego na monopolu umożliwiającym dyktowanie znacznie zawyżonych cen nośników.

1. Dwie wojny XX wieku

Pierwsza Wojna Światowa może być uznana (poza innymi celami grup, które ją zaplanowały) za pierwszą globalną wojnę o panowanie nad źródłami węglowodorów. Wyścig ten wygrała wówczas Wielka Brytania. Szerzej pisze na ten temat m.inn. F. W. Engdahl w doskonałej książce „A Century of War” [26]. Od 1911 po stronie brytyjskiej brał udział w decyzjach geostrategicznych z tym związanych młody Winston Churchill, już jako Pierwszy Lord Admiralicji.

Można przypuszczać, że inaczej potoczyłyby się losy II Wojny Światowej, gdyby mrozy zimy 1941/42 oraz błędy socjotechniczne Hitlera (np. zniechęcenie do siebie zrozpaczonych komunizmem chłopów ukraińskich i rosyjskich) nie spowodowały fiaska planów Wehrmachtu zdobycia roponośnych terenów wokół Morza Kaspijskiego. A ropy rumuńskiej było za mało. Nie udało się Niemcom zdobyć Rosji przy użyciu pojazdów na „Holzgazie”. A jedno i drugie - dojście Wehrmachtu do Baku i szerokie wykorzystanie Holzgazu (oraz benzyn syntetycznych) - były to plany żywotne dla Niemiec Hitlera i ich ekspansji w Azji. Tak więc braki nośników energii w armiach niemieckich zaważyły na losach wojny, czyli na losach świata.

2. Yom Kippur

Dobrze zaplanowany i skutecznie przeprowadzony projekt globalny, w którym użyto i wytestowano nowe rodzaje broni, a również już użyto ropy jako broni (ekonomicznej), to akcja wzrostu cen ropy w 1973-74 r. Tak przedstawia tę sprawę Engdahl [1], rozdz. IX, str. 145 i nast.: W lutym-marcu 1973 wartość dolara w stosunku do marki niemieckiej dramatycznie spadła (o ok. 40%). W maju 1973r. grupa (nie wybieranych) finansowych i politycznych przywódców świata znana jako Klub Bilderberg zebrała się na zamkniętym spotkaniu (na prywatnej wyspie szwedzkiej rodziny bankierów - Wallenbergów - Saltsjoebaden). Dokumenty z tego posiedzenia Klubu dotarły do geo-analityków z prawie 20-letnim opóźnieniem. Uczestniczyli w nim m.inn. David Rockefeller (Chase Manhattan Bank), Zbigniew Brzeziński (późniejszy doradca prezydenta Cartera), Gianni „Avvocato” Angelli (Fiat), R. Anderson (Atlantic Richfield Oil Comp.).

Ustalono wówczas, że światowe wahnięcia koniunktury naftowej, spowodowane przez embargo, mogą wywołać wzrost cen ropy, a przez to utrzymać władzę finansową wielkich banków, głównie Wschodniego Wybrzeża USA. Handel ropą, szczególnie poprzez te banki, prowadzono wtedy w dolarach,. Zgodzono się z jednym z referentów (Walterem Levy), że dla poprawy kondycji banków związanych ze spekulacjami energetycznymi, wskazany byłby czterokrotny wzrost cen ropy. Po pół roku, 6 października 1973r., Egipt i Syria napadły na Izrael, co wywołało wojnę zwaną „Yom Kippur”. O dziwnej roli Henry Kissingera, który pośredniczył między wszystkimi stronami przyszłego konfliktu, pisze ciekawie Engdahl [1], str. 150 i nast. Kissinger był wtedy doradcą Bezpieczeństwa Narodowago Administracji USA, a od września 1973 Sekretarzem Stanu USA.

Embargo na ropę, zdecydowane przez arabskie kraje OPEC (Arabia Saudyjska, Kuwejt, Irak, Abu Dhabi, Qatar, Algeria) oraz działalność quasi-dyplomatyczna znanych na Zachodzie osobistości spowodowała cztero- czy pięciokrotny (z wahaniami) wzrost cen ropy, t.zw. Oil-shokku. Baryłka surowej ropy kosztowała od r.1949 do 1970r., czyli przez dwadzieścia lat, $1.90. Cena ta wzrosła do $3 w 1973 r., i do $11 na początku 1974r. Światowe banki kontrolujące przepływ węglowodorów umocniły swe pozycje. Kraje „Trzeciego Świata” i „Czwartego Świata” wpadły w kryzysy gospodarcze, musiały zamrozić swe budowane już inwestycje przemysłowe. Straciły więc szansę na rozwój i na dogonienie innych. Formalnym celem planu było zagospodarowanie tworzonego właśnie wzrostu przepływu dolarów pochodzących z handlu ropą. Później Sekretarz Stanu USA H. Kissinger nazwał to skrótowo: „Recykling strumieni petro-dolarów”.

3. „Wojna w Zatoce”.

Z wielu „intryg energetycznych” należy tu wspomnieć rolę struktur szpiegowskich ZSRS i państw zachodnich w obaleniu szacha Iranu Rezy Pahlevi. Dobrze udokumentowane sa szczególnie działania „struktur” amerykańskich i francuskich. To nie były działania wspólne, lecz konkurencyjne: Udokumentowana jest ich późniejsza rola w spowodowaniu i podtrzymywaniu krwawej i bezsensownej (dla stron walczących) wojny Irak-Iran w latach 80-tych. Statystyki mówią o milionie zabitych. Irak był w tej wojnie wspierany miltarnie i finansowo przez rząd USA, a Saddam Hussein był uznany za przyjaciela i sprzymierzeńca.

Osłabiony gospodarczo, demograficznie i finansowo Irak (w 1988 miał ok. $65 mld. długów międzynarodowych) szukał dalszej współpracy z Wielką Brytanią i USA, których siły zbrojne, ku niepokojowi krajów arabskich, pozostały w rejonie Zatoki.

27 lipca 1990r. ambasador USA w Iraku, pani April Glaspie, w oficjalnej rozmowie zapewniła Saddama Husseina, że Administracja amerykańska nie zajmie żadnej pozycji w sprawie napięć między Irakiem i Kuwejtem („Washington regards Iraq-Kuwait territorial dispute as not of strategic interest to USA”). Pamiętajmy, że odrębności państwowe na tych terenach byłej Mezopotamii są świeżej daty. Upraszczając przyczyny konfliktu, chodziło o różnice zdań nt. terminu zwrotu Irakowi ok. 3 mld dolarów przez szeika Kuweitu Al.-Sabbah’a. Pozatem w marcu 1990r. Kuweit, wbrew decyzjom OPEC, zalał świat swą tanią ropą, co spowodowało spadek cen z $19 do $13/bb, ku niezadowoleniu innych członków OPEC, szczególnie Saddama Husseina. Wynikiem powyższych „rozmów” była, zaledwie niecały tydzień później, inwazja Iraku na Kuwejt, potem „wojna w Zatoce”, rozpoczęta w sierpniu 1990r., widowiskowo (i jednostronnie) pokazywana światu przez CNN. Utwierdziła ona rolę USA, a szczególnie wielkich firm bankowo-energetycznych na Bliskim Wschodzie. Prezydent Bush w Orędziu o Stanie Państwa 29.I.1991r.: “The world can therefore seize the opportunity of present Persian Gulf crisis to fulfill the long-held promise of a New World Order...”. Szerzej zob. [26], str. 237 do 245 i nast. Dokumenty rozmów Pani Ambasador ujawnione zostały przez rząd iracki. Po roku ich autentyczność potwierdził Kongres Stanów Zjednoczonych. Po latach dotarły one jednak również do amerykańskiej opinii publicznej.

W tych czasach współdziałały jeszcze ze sobą osławione „Seven Sisters”, globalne, trans-nacjonalne firmy handlujące ropą. O aktualnej konkurencji w dziedzinie wydobycia i sprzedaży ropy między Rosją a Arabią Saudyjską można przeczytać w Forein Affairs [2]. Jest tam przeanalizowana rola Rosji w Iraku i Iranie, wejście Łukoilu na rynki amerykańskie i europejskie jako „czwarta siostra”, poza Exxon Mobil, Shell, BP Amoco

4. Ponowne „odkrycie” zasobów Basenu Morza Kaspijskiego (BMK)

W latach 70-tych poufne raporty poszukiwaczy złóż dla energetyki sowieckiej (KGB) mówiły o wyczerpywaniu się zasobów ropy na terenie Związku Sowieckiego. Zgodne były one z raportami CIA. Zmniejszenie produkcji ropy rzeczywiście nastąpiło. Dopiero po rozpadzie Związku Sowieckiego, na początku lat 90-tych, wielkie światowe firmy eksploratorskie stwierdziły i udokumentowały istnienie ogromnych pokładów ropy w okolicy Morza Kaspijskiego (koło Baku, szelf i dno Morza Kaspijskiego, Tengiz i inn.) i gazu (Turkmenia). Czy sugeruje to współpracę tych „struktur” i dezinformowanie władz?

Rozpoczęto również na tym terenie próbną, ale intensywną eksploatację pokładów hydratów metanu [28]. BMK okazał się ogromnym zagłębiem nowo-odkrytych złóż gazu, ropy oraz hydratów. Jego zasobność w końcu lat 90-tych porównywano z zasobnościa złóż Bliskiego Wschodu (por. poniżej, początek I.5).

Władze Rosji chciały oczywiście, by wszelkie rurociągi z BMK pozostały pod jej kontrolą. Dwie wojny Rosji przeciw chcącej odzyskać niepodległość Czeczenii miały dwie przyczyny:

1) Energetyczna: Rafinerie pod Groznym, nowoczesne i należące do największych na świecie, wybudowano w czasach ZSRS na trasach rurociągów strategicznych znad Morza Kaspijskiego do Rosji. W I wojnie czeczeńskiej obie strony konfliktu chroniły zarówno rurociągi, jak i rafinerie. Dopiero w II wojnie czeczeńskiej (ok. 2000r.), gdy firmy rosyjsko-języczne znalazły już inne drogi transportu węglowodorów znad Morza Kaspijskiego, wojska rosyjskie zburzyły te rafinerie do fundamentów.

2) Cywilizacyjna: Niemożność Rosji wypuszczenia spod swej władzy jakichkolwiek zdobyczy z przeszłości. Jest to typowa i trwała cecha cywilizacji turańskiej (por. naukę o cywilizacjach Feliksa Konecznego [29]). Przywódcy Rosji uważają (i wielu z ich poddanych również...), że jakiekolwiek koncesje na rzecz niepodległości narodów podbitych świadczą o słabości reżimu, mogą więc doprowadzić do buntów również na innych terenach podbitych.

5. Rurociągi do piekła.

Połowa lat 90-tych to również konkurencja sił i firm Zachodu (oraz Chin i Rosji) w opanowaniu transportu węglowodorów z BMK. Chiny i Rosja chcą przesyłać bezpośrednio do siebie rurociągami. T.zw. Zachód zaś - w „bezpieczne miejsce”- czyli do mórz i oceanów. W grę wchodzą trasy: a) przez Turcję (morska przez Stambuł i cieśniny Bosforu, lub lądowa do Ceyhan na wybrzeżu Morza Śródziemnego), b) przez Morze Czarne i dalej rurociągiem Odessa-Brody-Gdańsk, lub c) - do Morza Arabskiego. W p-kcie c) możliwości obejmują Iran - lub Afganistan i Pakistan. Stawką gry są nie tylko miliardy, lecz też władza.

John Maresca, wice-prezydent amerykańskiego Unocalu, oświadczył w czasie przesłuchania w Izbie Reprezentantów 12 lutego 1998 r. m.inn.: „Region Kaspijski zawiera ogromne, nie-eksploatowane rezerwy węglowodorów. Mogą one osiągnąć 60 miliardów baryłek ropy, a wg. niektórych ocen, dochodzą do 200 miliardów bb. Budowa naszego proponowanego rurociągu nie może rozpocząć się przed pojawieniem się na miejscu uznanego (międzynarodowo) rządu. Mimo tego, trasy przez Afganistan wyglądają na najlepszą opcję, z najmniejszą ilościa trudności technicznych”.

Wg. źródeł British Petroleum (BP) prawdopodobne rezerwy w tym regionie wynoszą przeszło 200 mld. baryłek, a rezerwy gazu sięgają 45 bilionów (4.5 *1013 m3). Jak wykazuje doświadczenie ostatniego półwiecza, rozpoznane w danym regionie rezerwy rosną z czasem, mimo intensywnej eksploatacji. Rozważa się transport węglowodorów z Tengizu i Turkmenii przez Iran. Część tego handlu możliwa by była na zasadzie swap (wymiany), co byłoby znacznie tańsze, gdyż unika się ogromnych kosztów rurociągów: Gaz z Turkmenii byłby użyty w zakładach ciężkiej syntezy na północy Iranu, a odpowiednie ilości z pól gazowych południa Iranu - dostarczone na statki - metanowce. Plany te są ciągle torpedowane na skutek napięć amerykańsko-irańskich.

Za wiedzą i (co najmniej) zgodą administracji USA, w Pakistanie wyszkolono siły Talibanu i zainstalowano je w Afganistanie. W sposób udokumentowany pisze o tym Der Spiegel [30,31]. Fakt, że jest to periodyk reprezentujący konkurencję, czyli wielkie banki i ciężki przemysł niemiecki, zapewnia dużą wnikliwość sponsorów i autorów tekstów w podejściu do tematu. Wstrząsająco dosłowny tytuł jednego z opracowań to „Pipeline zur Hoelle” (Rurociągi do piekła). Szerzej o motywach ekonomicznych i energetycznych amerykańskiej wojny w Afganistanie piszę w [25].Tam też cytuję źródła analiz.

6. Krew za ropę.

Tak nazywa Der Spiegel swe artykuły ze stycznie 2003 (omówione w [32]) o grożącej całemu światu „wojnie z terroryzmem”, z planowanym początkiem tej wojny na terenie Iraku. Wysocy przedstawiciele Special Operation Command i CIA nazywają to (trochę prześmiewczo) „Global War on Terrorism” (GWOT) i pytają swe władze, jaka jest tu definicja „wroga”, czy jest choć „enemy image” itp. [33]. Do wojny dąży administracja USA i jej najbliżsi (ale czy pewni?) sojusznicy. Galerię siedmiu osobistości obecnej Administracji Stanów powiązanych z przemysłem naftowym można zobaczyć w [6]. Rozpoczynają ja George W. Bush, Dick Cheney i Kondoliza Rice.

Jak wiadomo, z 19-tu ludzi, którzy oskarżeni są o porwanie czterech samolotów w USA 11 września, 16-tu pochodziło z Arabii Saudów (jak i Osama ibn Laden). Ale królewski dom Saudów (którzy, wg. tamtejszego prawa, są właścicielami Arabii), jest „sojusznikiem” Stanów Zjednoczonych. Nie zaliczono więc Arabii do krajów „zbójeckich” czy „terrorystycznych”. Izrael, który stosuje terror wobec swych obywateli i grozi „wrogom” użyciem ogromnych zapasów broni jądrowej i wodorowej, nazywany jest krajem demokratycznym. Realnie groźna dla stabilności świata i w sposób widoczny agresywna polityka zbrojeń Korei Północnej jest wojskowo nieporównanie istotniejsza od ew. „tajnych knowań Saddama”.

Ponieważ przypuszczalne zasoby ropy Iraku wynoszą ok. 250 miliardów baryłek (w odróżnieniu od „udokumentowanych”, które wynoszą ok. 116 mld. bb) i są porównywalne z zasobami Arabii Saudyjskiej (ok. 260 mld. bb), wielu energo-analityków uważa, że ropa jest główną przyczyną wybrania przez rząd USA prezydenta Saddama Husseina na wroga nr. 1. Niedawno Allan Murray, redaktor „Wall Street Journal”, powiedział w dyskusji w TV o „przyszłym podziale łupów”, szczególnie pól naftowych. Była to szczerość zapewne przedwczesna, ale jakże charakterystyczna.

James Woolsey, były dyrektor CIA, obecnie doradca Pentagonu, udzielił wywiadu Spieglowi (zob. [6], str. 24). Na pytanie: „Dlaczego Saddam jest dla Amerykanów takich jak pan, wcieleniem wszelkiego zła? (tu dziennikarz porównuje Irak z Koreą Północną i Iranem). Dlaczego Stany Zjednoczone mimo to koncentrują się na Iraku”, Woolsey odpowiedział: „dlatego, że działamy pragmatycznie. To nie jest zadanie z zakresu logiki kartezjańskiej”.

Czy jednak argumentacja „energetyczna” jest racjonalna?

B.II. Znane i dostępne źródła energii

Zostańmy przy interpretacji quasi-oficjalnej, dla „bardziej wtajemniczonych”: Grożąca nam wojna jest to wojna o panowanie nad nośnikami energii. Zobaczmy więc, czy i kiedy ludzkości, albo tylko Amerykanom, może zabraknąć nośników energii? Czy podteksty „energetyczne” planowanej wojny światowej sa realne i racjonalne?

II.1. Zapasy konwencjonalnych paliw kopalnych.

Od półtora stulecia prowadzone sa systematyczne badania i statystyki zużycia paliw, m.inn. kopalnych nośników energii oraz podawane są zbadane (udokumentowane) wielkości ich zasobów.

Pierwsze udokumentowane użycie produktów ropopochodnych na Bliskim Wschodzie miało miejsce przy budowie Arki Noego (uszczelnienie Arki smołą, por. Pismo Święte [136]). Od tego czasu wydobycie ropy wzrosło wiele rzędów wielkości, budząc ciągle obawy o wyczerpywanie się zasobów. Obawy te wzrosły od połowy XIX wieku. Sprawdźmy ilościowo zasadność tych obaw.

W książce R. Sassone’a ([37], str. 38 i nast.) porównano wydobycie i produkcję ropy w USA w latach 1866-1973. W tabeli obok kwot produkcji przedstawiono prognozy „z epoki” (zawsze wahające się między ostrzeżeniem o przyszłych brakach, a przewidywaniem katastrofy) i porównano z rzeczywistym stanem udokumentowanych (po roku czy dwóch) zasobów. Te ostatnie rosną szybciej niż najbardziej zachłanna produkcja. Świadczy to o tym, że w USA nie natknięto się na barierę końca zasobów. Dodam: zasobów łatwo eksploatowalnych, a więc tanich. W USA koszt wydobycia baryłki ropy (bez obciążeń podatkowych) wynosi ok. 3 centy za galon, t.j. ok. 0.7 centa za litr. Na Bliskim Wschodzie ropa jest wielokrotnie tańsza: koszt inwestycji, dróg, rurociągów, ubezpieczenia, sprzętu i odwiertów nie przekracza 10 centów za baryłkę. Cała reszta znanych nam cen - to obciążenia polityczno-spekulacyje i podatkowe.

Cena nie ma żadnego związku z kosztem wydobycia. Istnieje totalny brak korelacji tych dwóch parametrów.

Innym sposobem oceny realnej wielkości udokumentowanych zasobów ropy (czy innego surowca) jest parametr „lata konsumpcji”. Jest to wielkość podająca „na ile lat jeszcze starczyłoby znanych zasobów przy obecnym poziomie zużycia”. Lomborg [9], str. 124 przedstawia ten parametr w funkcji roku jego wyliczenia i podania do wiadomości. Na opublikowanym wykresie widać (jak i w innych opracowaniach), że „lata konsumpcji” wyliczone w kolejnych latach od 1920 do 2000 roku, oscylują około wartości 7 do 10 ( w USA do 1944 roku), zaś później, już dla globu, parametr ten (z wahnięciami, ale systematycznie), rośnie od wartości 15-20 ok. roku 1945, do ok. 45 lat ostatnio. Podobne są przebiegi krzywej „lat konsumpcji” dla gazu: Przy wydobyciu rosnącym jeszcze szybciej, niż dla ropy, przewidywana liczba „lat konsumpcji” rośnie od wartości 50 (w r. 1970) do przeszło 60-ciu obecnie ([35], str. 127). Szerzej można o tej sprawie przeczytać w dobrze udokumentowanym rozdziale „o energii” u Lomborga (III.11 w [35]).

Wnioski: gospodarka świata „nie czuje”, a więc i nie sygnalizuje, zmniejszania się zasobów konwencjonalnych.

II.2. Źródła niekonwencjonalne, ale kopalne.

Pisałem kilkakrotnie, w różnych aspektach gospodarczych, o ogromnych zapasach metanu w postaci hydratów: Ilość gazu zawartego w pokładach hydratów (p. np. [39]) oceniana jest na 2*1015+-1 m3. Kvenvolden [13] podaje, że ilość ta jest co najmniej dwa razy większa, niż ilość wszelkich zasobów węgla w nośnikach kopalnych. Krasoń [13A] cytuje oceny L. Langley’a, że hydraty mogą zapewnić energię na czas od 350 do 3500 lat, bazując na obecnym światowym jej zużyciu. Hydraty są próbnie wydobywane przez Japonię, USA, Kanadę, Rosję oraz firmy wielo- czy międzynarodowe. Krasoń [40] pisze, że Japonia przewiduje eksport gazu (z hydratów) za 10-15 lat. Podaje również swą ocenę ilości metanu uwięzionego pod pokładami hydratów na 1*1014 m3. Ogromne ilości metanu zawarte są też w pokładach węgla. US Geological Survey ocenia je na (85-260)*1012 m3, a więc są porównywalne ze znanymi rezerwami gazu (120*1012 m3) [41]. Często opłaca się eksploatacja tego metanu zamiast wydobycia węgla. Eliminuje to również tragiczne śmierci górników w czasie częstych w krajach zacofanych katastrof w „kopalniach metanowych”.

Węglowodory zgromadzone są też w piaskach smolistych i łupkach roponośnych (tar sands and shale oil). W Kanadzie wydobywa się ropę z piasków roponośnych [35, 41]. Cena baryłki ropy tak wydobytej spadła z $28 na początku eksploatacji do $11 w r. 1997.

Ocena zasobów węglowodorów w łupkach roponośnych sięga fantastycznej ilości przeszło 240 razy większej niż zasoby ropy. {Uwaga: chodzi o zasoby, nie zaś o udokumetowane zapasy! Szerzej zob. [356] , str. 128 i odnośniki}. Wg. US Information Agency już obecnie możliwe jest wyprodukowanie z łupków 550 miliardów baryłek w cenie poniżej $30/bb. Przy cenie $40 /bb ilość warta wydobycia rośnie 4-krotnie. Nie produkuje się tego, bo „szybkie pieniądze” i większe zyski oferuje spekulacja ropą, której koszt wydobycia wynosi wspomniane 10 centów/bb.

Nie jest to jednak problem energetyczny, lecz ekonomiczny, a przede wszystkim moralny.

II.2. Poszanowanie Energii

Po kilkunastu latach uporczywej walki, do znacznej części opinii publicznej w Polsce, szczególnie do działaczy energetyki, dotarło już przeświadczenie o ogromnej roli poszanowania energii dla gospodarki i dobrobytu ludzi. Jak wykazano gdzie indziej (p.np. [42]), celowe działania każdego rządu post-komunistycznego mogły (i mogą jeszcze) obniżyć energochłonność gospodarki trzykrotnie. Dopiero przy takim obniżeniu energochłonności możliwa będzie konkurencja gospodarcza z krajami OECD.

Przykładem z ostatnich lat jest tani, a istniejący w Warszwie, Dom Zero-Energetyczny zaprojektowany oraz opisany w [43]. Rząd nie zainteresował się jednak sprawą tak ogromnej wagi. Nie mówię tu o władzach energetyki, bo te zainteresowane są głównie wzrostem sprzedaży swego „produktu” (sic!). A na ogrzewanie, czyli na ciepło nisko-temperaturowe, zużywa się w Polsce ok. połowy wszystkich nośników energii. Zastosowanie znanych zasad poszanowania energii, znanych technik spalania biomasy i trans-estryfikacji olejów oraz użycie istniejących odwiertów do wykorzystania geotermii mogłoby w ciągu paru lat parokrotnie (sic!) obniżyć koszty nośników energii.

Znani na świecie eksperci [44] wykazali również, że kraje rozwinięte mogą uzyskać dalszy „Mnożnik Cztery” przy racjonalniejszym podejściu do zużycia zasobów, w tym energetycznych. Wszystkich Czytelników głębiej zainteresowanych tematem odsyłam do tej książki. Tytuł [44] oddaje jednak wystarczająco jej treść. Razem więc, biorąc pod uwagę te dwa czynniki - gospodarka Polski mogłaby zmniejszyć (finansowo licząc) swą zależność od zasobów energetycznych DZIESIĘCIOKROTNIE.

Narzuca się pytanie: Skąd wziąć pieniądze? Część (25-30%) obecnych zysków wielkich przedsiębiorstw i banków energetycznych może z powodzeniem wystarczyć do takiej przebudowy energetyki z nośników wyczerpywalnych (i - bardzo powoli - wyczerpujących się) na odnawialne, pochodzące za Słońca. Banki te operują obecnie głównie „pieniądzem wirtualnym”, spekulacyjnym, nie związanym z produkcją dóbr materialnych. Takie przedsięwzięcia miałyby więc stabilizujący wpływ na równowagę finansową świata. Realizacja takiego projektu nie obciążyłaby zauważalnie ani krajobrazu pustyń (bo zajmie bardzo mały ułamek powierzchni), ani finansów wielkich banków.

B. III. Wnioski

Jeszcze trzydzieści lat temu wojny o energię nie były anachronizmem. Wydawało się bowiem, że źródła energii kopalnych na poszczególnych kontynentach są bliskie wyczerpania, a chęć zysku i dominacji są nieodłączne od ludzkiej natury. Te konflikty miały jednak charakter lokalny. Nawet w obu wojnach światowych podtekst energetyczny miał charakter lokalny. Na początku XXI wieku sytuacja wygląda inaczej. Więc i nasze działania muszą być inne.

1. Czy zmiana jest możliwa?

Celem tego artykułu jest uświadomienie wszystkim, którym nie jest obce myślenie o przyszłości, możliwych implikacji obecnej „globalnej polityki energetycznej”. Służy temu podanie mniej znanych faktów i przedstawienie tak argumentów, jak i źródeł, na jakich takie twierdzenia się opierają. Jeśli środowisko energetyków, inżynierów, menadżerów zapozna się z nimi, oswoi, coraz trudniej będzie różnym grupom polityków i ich publicystom wmówić nam wyprodukowane przez siebie mity. Wydobycie jednej baryłki ropy w Arabii kosztuje ok. $ 0.10. Po wszelkich podatkach i zyskach miejscowych cena ta rośnie do $1/b. Na t.zw. „rynkach międzynarodowych” cena wynosi $25-28/baryłkę, a obecnie dochodzi do $42 . A w Polsce, w detalu, płacimy za baryłkę benzyny $150. Czy te szokujące stosunki liczb da się wytłumaczyć kosztami rafinerii, transportu i marżami handlowymi?

Jak tu mówić o „kryzysie energetycznym” w sensie braku nośników dla planety?

Nie ma i nie będzie, co najmniej w horyzoncie czasowym 100 czy 200 lat, globalnych braków energii. Wojny „o energię” są więc już anachronizmem.

2. Pułapki globalizmu

Realne przyczyny przyszłych wojen są inne. Najlepiej opisują je takie pojęcia: pycha, żądza władzy, żądza władzy absolutnej. Problem nie jest więc technologiczny, raczej teologiczny i filozoficzny. Jedną z ciekawszych i bardziej owocnych hipotez jest teza, że istnieją grupy ludzi posiadające plan zbudowania takiego Nowego Porządku Światowego (New World Order), by władza dostała się (i trwale pozostała) w rękach niewielu. Drogi i manowce tej myśli prześledzić możemy na przykładzie bardzo reklamowanej książki Samuela Huntingtona „Zderzenie cywilizacji” [46]. Huntingtona uczyniono głównym ideologiem globalizmu. Jego dzieło „Clash of Civilizations” jest plagiatem myśli i analiz Feliksa Konecznego (por. np. [29]). Nawet mapki w „Clash” ukazują granice cywilizacyj wg. Konecznego (np. w Europie granice turańskiej i bizantyńskiej – oraz łacińskiej). Myśl Konecznego została jednak zdeformowana, a wnioski odwrócone: Tam, gdzie Koneczny wykazuje konieczność konkurencji duchowej czy ideowej, Huntington proponuje clash – zderzenie sił fizycznych. Tam, gdzie Koneczny omawia niebezpieczeństwa upadku czy deformacji cywilizacji wyższej, subtelniejszej, pod ciosami prymitywniejszej czy bardziej brutalnej, tam Huntington argumentuje, że powinna powstać cywilizacja synkretyczna, globalna. A Koneczny dowiódł, że syntezy cywilizacyjne są niemożliwe, że przy takich próbach powstają tylko stany acywilizacyjne, stany bierności i zamętu.

Huntington stosuje znaną skądinąd metodę solve et coagula – zburz i buduj na gruzach. Szczególnie nagłośnione po 11 września przez prasę i TV poglądy SH służą do uzasadniania mechanizmu czy też potrzeby zderzenia cywilizacji łacińskiej (popularnie zwanej chrześcijańską) z islamem czy z cywilizacją arabską, do zderzenia fizycznego a nie ideowego. A czyni się to z obozu globalistów, czcicieli złotego cielca, trans-narodowych grup bankierskich nie mających nic wspólnego ani z chrześcijaństwem, ani z cywilizacją opartą na narodach, z cywilizacją łacińską.

Tymczasem metody i osiągnięcia Feliksa Konecznego służą budowie świata harmonijnego, rozumnego.

3. Zakończenie

T.zw. „logika wojny” jest nielogiczna w swej warstwie „GWOT” - retoryki antyterrorystycznej. Jest też nielogiczna w swej warstwie „dla odrobinę wtajemniczonych” - warstwie energetycznej. A poziom najniższy - plan podporządkowania sobie wszystkich „tubylców” i ich bogactw - jest nie tylko nielogiczny, ale i zbrodniczy. Analiza czysto rozumowa, humanistyczna, obecnej sytuacji świata natyka się na mur absurdu. Jest więc niewystarczająca. Doświadczamy już misterium iniquitatis, tajemnicy nieprawości.

Państwa rządzone racjonalnie, z wbudowanymi w system rządzenia mechanizmami odpowiedzialności, nie zderzą się z „barierami wzrostu”. Przyczyną niestabilności gospodarki w skali makro jest zło, a nie przyroda i jej ograniczenia.

Literatura

1. Założenia polityki energetycznej Rzeczypospolitej Polskiej 1990-2010, Ministerstwo Przemysłu, sierpień 1990.
2. Międzynarodowa Agencje Energetyczna, Polityka energetyczna: POLSKA, OECD, paźdz. 1990
3. „All black”, in Auckland, Editorial, News Weekly, March 7, 1998
4. Behind South Australian great electricity sell-off, NW, News Weekly, March 7, 1998
5. Lights out in Auckland, Brisbane, Executive Intelligence Review, March 1998
6. „Cedigaz”, Nafta & Gaz Biznes, wrzesień 1997, str. 50
7. J. Doerfer, Morski transport skroplonych surowców gazowych luzem, Rurociągi nr 1-2/98, str. 3
8. K. Puto, Zbiorniki Magazynowe LNG, Rurociągi nr 1-2/98, str. 10
9. M. Dakowski, Energie Odnawialne, bariery i perspektywy, II Konferencja „Racjonalizacja użytkowania energii i środowiska”, Szczyrk, 1994
10. J. Wagenknecht, Ceny nośników energii dla gospodarstw domowych i przemysłu, Rurociągi nr 4/96
11. J. Tokarzewski, R.Bednarski, Perspektywy rozwoju gazownictwa w Polsce, IV Konferencja „Racjonalizacja użytkowania energii i środowiska”, Szczyrk, 1996, str. 165
12. J. Tokarzewski, Perspektywy dostaw gazu ziemnego... Dodatek reklamowy „Rzeczypospolitej”, 12. XI. 1997
13. Rozmowa z A. Findzińskim, Z gazociągiem do Europy, Nafta & Gaz Biznes, sierpień 1997, str. 34
14. W. Bojarski, Problem zaopatrzenia Polski w gaz, Rurociągi nr.4/1996, str. 8
15. W. Bojarski, Zapotrzebowanie kraju na gaz oraz zabezpieczenie dostaw do 2010r., Gospodarka paliwami i energią, 11/1996
16. M. Dakowski, Uogólniona Analiza Najmniejszych Kosztów, II Konferencja „Racjonalizacja użytkowania energii i środowiska”, Szczyrk, 1994, str. 279
17. Europrog-97 (Polskie Sieci Elektro-energetyczne), Plan rozwoju elektro-energetyki w Polsce, Unipede, maj 1997
18. Polskie Lobby Przemysłowe, Materiały Informacyjne Nr.5, 1997, str. 37 i nast., oraz 61 i nast.
19. Polskie Lobby Przemysłowe, Materiały Informacyjne Nr.6, 1998, str. 35 i nast., oraz 68 i nast.
20. W. Michałowski, Tranzytowy przekręt stulecia, Wyd. Odysseum, W-wa, 1997
21. M. Skwara, Gazowy boom na pięciu kontynentach, Dodatek reklamowy „Rzeczypospolitej”, 12. XI. 1997
22. Centrum Informatyki, Ceny gazu ziemnego w Europie w 1996r., Rurociągi nr 3/97, str.2
23. A. Avidan, R. Gardner, D. Nelson, & E. Borelli, Tam, gdzie rurociągiem za daleko: LNG, Nafta & Gaz Biznes, luty 1998, str. 73
24. Z. Kolenda i J. Siemek, Konsekwencje Kontraktu Stulecia, „Rurociągi” Nr. 3, 1997, str. 3
25. M. Dakowski, Wojny o Energie, Rurociągi nr. 2-3, 2003r.
26. F. William Engdahl, A Century of War, Boettinger Verlag, GmbH,1994
27. Edward L. Morse and James Richard, The Battle for Energy Dominance, Forein Affairs, March/April 2002, str. 16
28. Georgian Transport System, No 1-2, 1999, str. 28-31
29. Feliks Koneczny, O Wielości Cywilizacyj, WAM, Kraków, 1996, oraz On the Plurality of Civilizations, Polonica Publ., London, 1962
30. E. Follath, Jaeger des schwarzem Goldes, der Spiegel, 52/2001,
31. E. Follath, Dealer, Drogen, Diktatoren, der Spiegel, 1/2002
32. Krew za ropę, Forum nr.4, str.18 i nn., 27.01.03, oprac. z der Spiegel, 13.01.03.
33. Robert Hickson, Mut zur Etik Konference, 2002, www.currentconcerns.ch, no.5
34. Robert L. Sassone, Kontrola populacji?, HLI, Gdańsk 1995
35. Bjoern Lomborg, The Skeptical Environmentalist, Cambridge Univ. Press, 2001
36. Pismo Święte, Księga Rodzaju, VI,14
37. Mirosław Dakowski, Perspektywy energetyki: Słońce, hydraty, wodór, Rurociągi, nr.4, str. 3, 2001
38. Mirosław Dakowski, Surowce dla Wielkiej Syntezy, Rurociągi, nr. 4/2002, str. 16
39. K.A. Kvenvolden, Gas hydrates - geological perspective and global change, Annals NY Acad. of Sciences, p. 715, 1994
40. Jan Krasoń, Gas Hydrates emerging Energy Resource, Seminar at Geoexplorers Intern., Denver, February 2002
41. US Geological Survey, Coalbed Methane - an Untapped Energy Resource , US GS Fact Sheet FS 019-97, też ttp://energy.usgs.gov/factsheets
42. Mirosław Dakowski, Agencja Poszanowania Energii - kiedy koniec marnotrawstwa? Gospodarka Paliwami i Energią, nr.3, str.1, 1992r.
43. E. Rylewski, Energia Własna, Warszawa, 2000
44. Ernst U. V. Weizsecker, Amory B. Lovins, L. Hunter Lovins, Mnożnik cztery, podwojony dobrobyt - dwukrotnie mniejsze zużycie zasobów naturalnych, Wyd. Rolewski, Toruń, 1999
45. Scott Thompson and Jeffrey Steinberg, The “Mega” Maniacs steering Sharon’s Mideast War Drive, Executive Intelligence Review, Nov. 16, str. 62, 2001
46. Samuel Huntington, The Clash of Civilizations and the Remaking of World Order, np. Touchstone Books,1998 i Zderzenie cywilizacji, Wyd. Muza, 2001

************

1 tcf : skrót od „tryllion of cubic feet”, czyli =1012 stóp sześciennych. 1 tcf=28 mld. m3