KASPIJSKA NAFTA I GEOPOLITYKA
Tadeusz ŚWIĘTOCHOWSKI
W ostatnich latach rządów sowieckich udział bakijskiej nafty w globalnym wydobyciu ropy naftowej w ZSRR spadł do mało liczącego się poziomu 3 proc. Choć w Azerbejdżanie nadal wytwarzano większość sprzętu dla górnictwa naftowego, znaczna część urządzeń pracujących na polach naftowych w Baku i okolicach pochodziła jeszcze z czasów braci Noblów i przypominała raczej eksponaty muzealne. W miarę upadania tutejszego przemysłu naftowego centralne organy planowania redukowały napływ funduszy inwestycyjnych i pomocy technicznej. Tworzenie przemysłowych zastępczych ośrodków w rodzaju kompleksu chemicznego w Sumgait bądź też rozwijanie na szeroką skalę upraw bawełny przynosiło ograniczone korzyści ekonomiczne, za to pociągało za sobą olbrzymie koszty ekologiczne. Dopiero w atmosferze głasnosti w Związku Radzieckim sytuacja przemysłu naftowego mogła stać się tematem publicznych dyskusji.
Z uwagi na zagrożenie środowiska Morza Kaspijskiego, wiążące się m.in. z wyczerpaniem bogactw naturalnych, zwłaszcza złóż ropy naftowej, istniała niewielka nadzieja dołączenia niepodległego Azerbejdżanu do grona zamożnych krajów bliskowschodnich. Za rządów Frontu Ludowego uznano sytuację w przemyśle naftowym za sprawę szczególnie naglącą, o podstawowym znaczeniu politycznym. Podobnie jak w latach 1918-1920, tak i teraz, uważano, że wydobywanie ropy pod nadzorem władzy reprezentującej interes narodowy stworzy solidne podstawy do umacniania niepodległości kraju. Przybrzeżne pola naftowe uległy wprawdzie wyczerpaniu, ale do Azerbejdżanu należały obfite zasoby na dnie morskim.
Najbardziej dolegliwym problemem Republiki Azerbejdżańskiej pozostawał brak funduszów inwestycyjnych, który głównie przyczynił się do upadku przemysłu naftowego w okresie rządów sowieckich. Wpływy z wydobycia ropy nie pokrywały już wydatków. Dwieście szybów nie nadawało się do użytku z powodu braku środków na remonty. Jedynym ratunkiem dla azerbejdżańskiego przemysłu wydobywczego były inwestycje zagraniczne, współczesna technika i nowoczesne metody zarządzania. Nowy rząd niepodległego Azerbejdżanu działał na rzecz jak najszybszego uruchomienia zachodnich kapitałów. Zachodnie towarzystwa naftowe nie obawiały się tym razem przeciwnie niż w 1919 r. przystąpienia do negocjacji. Użycie siły przez Rosję w celu odzyskania władzy nad Azerbejdżanem wydawało się bowiem mało prawdopodobne, a dla układów finansowych i stosunków gospodarczych Moskwy z Zachodem wręcz szkodliwe.
We wrześniu 1992 r. dwie firmy naftowe Azerneft i Azneftkimiya połączyły się, tworząc Azerbejdżańskie Państwowe Towarzystwo Naftowe SOCAR. W tym samym miesiącu zawarto umowę z konsorcjum spółek amerykańskich, brytyjskich i norweskich w sprawie eksploatacji wielkiego pola naftowego o nazwie Azeri. Rozpoczęły się też negocjacje dotyczące innych pól, m. in. Czirag oraz Giunaszli, które położone mniej więcej 100 km od brzegu morskiego, miały dostarczać ponad 50 proc. całej wydobywanej ropy azerbejdżańskiej. Wstępnie planowano pociągnięcie rurociągu od Morza Kaspijskiego do wybrzeży śródziemnomorskich Turcji.
Umowy naftowe oznaczały otwarcie się Azerbejdżanu na rynki zachodnie po długim okresie całkowitego uzależnienia od Związku Radzieckiego, a to budziło niezadowolenie w Moskwie. Do gry wprowadzono czynnik destabilizacji politycznej. Na początku czerwca, gdy prezydent Abulfaz Elczibej wybierał się do Londynu, aby podpisać umowy naftowe płk Surat Husejnow rozpoczął w Gandży pucz wojskowy, z jak podejrzewano, poparciem obcego mocarstwa. Jednym z pierwszych kroków nowego prezydenta Heydara Alijewa było zarządzenie nowych pertraktacji w sprawie umów naftowych. Mimo że początkowo uchodził on za człowieka Moskwy, w sprawach nafty zajął stanowisko zbliżone do przedstawicieli Frontu Ludowego Azerbejdżanu. Przewlekłe rokowania toczyły się na tle przybierającego na sile tzw. sporu kaspijskiego, problemu tyleż prawnego, co politycznego, wywołanego przez niezadowoloną Moskwę.
Przypomnijmy, że według Rosji, Morze Kaspijskie nie było morzem w powszechnie przyjętym rozumieniu, lecz w myśl jej traktatów zawartych z Iranem, śródlądowym akwenem o statusie jeziora. Z tego względu jego bogactwa naturalne powinny były być wspólnie eksploatowane przez pięć leżących nad nim obecnie państw, a mianowicie: Rosję, Kazachstan, Turkmenistan, Azerbejdżan i Iran. Azerbejdżan od początku miał w tej sprawie zdanie przeciwne: sporny akwen jest morzem, które należy podzielić na sektory należące do poszczególnych państw, którym przysługiwałoby wyłączne prawo swobodnego korzystania z zasobów nafty i gazu ziemnego znajdujących się w ich własnych strefach. Stanowisko Turkmenistanu i Kazachstanu było bliskie azerbejdżańskiemu: państwa przybrzeżne powinny współdziałać w celu ochrony środowiska i zasobów biologicznych, lecz zachować pełną swobodę przy eksploatacji nafty i gazu w swych sektorach. Z kolei Iran podzielał stanowisko Rosji.
Azerbejdżańska umowa naftowa zwana Kontraktem stulecia doczekała się podpisania po roku prezydentury Alijewa, 20 września 1994 r. Zawarta została na trzydzieści lat i dotyczyła eksploatacji trzech pól: Azeri, Czirak i głębokowodnej części Giunaszli, o łącznych zasobach ocenianych na 3-5 mld baryłek. Stronami zawierającymi były: SOCAR i rozszerzone konsorcjum towarzystw zagranicznych czterech amerykańskich (Amoco, Unocal, Pennzoil i McDermott), angielskiego (British Petroleum), norweskiego (Statoil), tureckiego (TPAO) i rosyjskiego (Łukoil). W konsorcjum zabrakło Iranu. Później, kiedy Teheran wyraził chęć uczestniczenia, spotkał się z odmową wskutek sprzeciwu firm amerykańskich, które kierowały się tu zaleceniami Departamentu Stanu, a nie kalkulacjami ekonomicznymi.
Włączenie do konsorcjum przedsiębiorstwa rosyjskiego potraktowano jak rodzaj okupu mającego złagodzić zastrzeżenia Moskwy wobec działalności firm zachodnich na roponośnych terenach kaspijskich. Manewr ten okazał się jednak nie całkiem skuteczny. Rosyjskie MSZ nie kryło swego niezadowolenia, oświadczając, że jednostronne akty dotyczące Morza Kaspijskiego są sprzeczne z prawem międzynarodowym i spotkają się z oporem.
W niespełna dwa tygodnie po uroczystości podpisania owego kontraktu stulecia Azerbejdżan znów doświadczył zamachu stanu, tym razem wymierzonego przeciwko Heydarowi Alijewowi. Zarówno prezydenta, jak i kontraktu nie udało się obalić. Przedmiotem kontrowersji politycznej stała się teraz kwestia transportu ropy oraz gazu. O ile bowiem w Kontrakcie precyzyjnie zapisano czas zbudowania rurociągu (pięćdziesiąt cztery miesiące), o tyle sprawę przebiegu jego trasy pozostawiono otwartą. Istota sporu polegała na tym, czy rurociąg należy pociągnąć przez terytorium Rosji, mocarstwa, które utraciło wprawdzie bezpośrednią kontrolę nad kaspijskimi złożami naftowymi, ale mogłoby kontrolować przepływ ropy na Zachód, czy też z jego całkowitym ominięciem.
W ślad za wspomnianym kontraktem podpisano umowy dotyczące wydobycia ropy ze złoża Karabach, którego zasoby ocenia się na 80-90 mln. ton, oraz Szach Deniz w pobliżu Półwyspu Apszerońskiego, gdzie oprócz źródeł ropy szacowanych na 100 mln ton niespodziewanie znaleziono olbrzymie zasoby podmorskie gazu ziemnego. Przewiduje się, że w niedalekiej przyszłości szybko wzrośnie ekonomiczne znaczenie gazu. Już podwyżka jego cen w 2000 r. była gwałtowniejsza niż ropy naftowej, z tym że transport tego paliwa na duże odległości zwiększa koszty i trudności techniczne.
Do czasu zbudowania nowych rurociągów transport bieżąco wydobywanej ropy, tzw. wczesnej nafty, musiał odbywać się za pomocą istniejących urządzeń. do użytku były dwie trasy: zachodnia, prowadząca przez Gruzję do wybrzeża morza Czarnego, oraz północna przez terytorium rosyjskie do czarnomorskiego portu Noworosyjsk. W listopadzie 1997 r. prezydent Alijew podniósł dźwignię na platformie nadmorskiej, uruchamiając przepływ wczesnej nafty do podwodnego rurociągu biegnącego do stacji przybrzeżnej, a stamtąd do stacji na morzu, następnie zaś do Groznego i Noworosyjska.
Do tego czasu podpisano już umowy naftowe o łącznej wartości 30 mld dolarów. Oczekuje się, że azerbejdżańskie złoża podmorskie dostarczą w ciągu ćwierćwiecza ropę wartości 100 mld dolarów. Początkowo wydawało się, że nowo odkryte zasoby będą obfitsze niż te z okresu pierwszego boomu XIX w., kiedy Azerbejdżan należał do największych producentów ropy na świecie. Potem przyszło rozczarowanie, gdy wiercenia próbne kończyły się nieraz odkrywaniem tzw. suchych dziur. Wreszcie przyjęto bardziej realistyczną ocenę zasobów paliwowych w basenie Morza Kaspijskiego. Otóż szacuje się, że tamtejsze złoża nafty wynoszą 3-5 proc. zasobów światowych, złoża gazu ziemnego ocenia się na 4 proc. zasobów światowych.
Surowce energetyczne z rejonu Morza Kaspijskiego mogłyby w wyjątkowych okolicznościach częściowo uzupełniać niedobory w dostawach z niepewnego pod względem sytuacji politycznej rejonu Zatoki Perskiej. Jednakże gwałtowny spadek cen w latach 1998-1999 zmusił wielu zachodnich nafciarzy do wycofania się z Baku. Przy kursie poniżej 12 dolarów za baryłkę producenci arabscy protestowali, że ropa staje się tańsza od wody, a w Ameryce słyszało się opinie, że nadciąga zmierzch epoki naftowej. Na Zakaukaziu plany budowy głównej linii eksportowej MEL (Main Export Line), przeznaczonej do transportu wielkiej nafty odłożono na czas jak się wydawało nieograniczony.
Okazało się, że spadek cen był zjawiskiem fluktuacyjnym i w ciągu kilku miesięcy ceny wzrosły o ponad 50 proc. ograniczenia produkcji wynikające z umów OPEC (Organization of Petroleum Exporting Countries) odniosły skutek. Wysokiej jakości ropa, tzw. azerska lekka (Azeri Light), cieszy się dużym popytem na rynkach światowych. Także pewna liczba wspomnianych wcześniej suchych dziur okazała się cennymi źródłami gazu ziemnego, którego eksport, jak w przypadku Szach Deniz o zasobach szacowanych na 700 mld m. sześć. będzie przynosić duże zyski. Azerbejdżan nabiera znaczenia jako przyszły eksporter gazu ziemnego w pierwszej kolejności do Turcji, a z czasem dalej do Europy i pod tym względem staje się konkurentem dla swego sąsiada po drugiej stronie Morza Kaspijskiego, Turkmenistanu.
PLANY BUDOWY RUROCIĄGÓW
Po zawarciu umów naftowych, które otworzyły na oścież wrota zagranicznym inwestycjom, jak za czasów pierwszego boomu, kwestią wielkiej wagi stało się dostarczanie wydobytej ropy na rynki światowe w sposób bezpieczny, systematyczny i niezbyt kosztowny. Uwzględniając geopolityczne warunki rejonu i strategiczne bezpieczeństwo należało dokonać wyboru najwłaściwszych tras przebiegu rurociągów. Nie ulegało wątpliwości, że w sytuacji geopolitycznej Zakaukazia Rosja pozostanie głównym czynnikiem, który musi być wzięty pod uwagę we wszystkich kalkulacjach. Jej stanowisko wobec ropy kaspijskiej od lat dawało się ująć następująco: dzięki zachodnim inwestycjom ma nastąpić ożywienie produkcji, Rosja zaś będzie czerpać zyski z opłat za transport i utrzymywać kontrolę strategiczną nad przepływem nafty, włącznie z możliwością zakręcenia kurka. Takie stanowisko było nie do przyjęcia dla zachodnich firm naftowych, a tym bardziej la stojących za nimi rządów. Uważano jednak, że Rosji nie należy zrażać. Stąd też powstał kompromisowy plan zbudowania dwóch rurociągów. Pierwszy z Baku do Noworosyjska, portu czarnomorskiego na terytorium Rosji miał zostać pociągnięty przez tereny Czeczenii, bądź z ich ominięciem, gdyby okazało się, że sytuacja polityczna znów stwarza zagrożenie. W rzeczywistości, czeczeński odcinek trasy do Noworosyjska nigdy nie funkcjonował właściwie, nawet w warunkach pokojowych, i to zarówno z powodu złego stanu technicznego, jak i nagminnych kradzieży ropy z rurociągu. Po wybuchu wojny czeczeńskiej w 1999 r., gdy urządzenia rurociągowe stały się celem ataków bombowych, potok ropy skierowano do Machaczkały w Dagestanie, a stamtąd dalej cysternami kolejowymi, co odpowiednio zwiększyło koszty. Pierwsza trasa, północna miała służyć jedynie do transportu wczesnej nafty z produkcji bieżącej w ograniczonej objętości. Gdy produkcja ruszy pełną parą wielka nafta popłynie w kierunku zachodnim główną linią eksportową (MEL) wytyczoną przez terytorium Gruzji i wschodniej Anatoli do tureckiego portu Ceyhan nad Morzem Śródziemnym.
Będzie to rurociąg o większej przepustowości i bezpieczniejszy od nitki północnej, pozbawiony bezpośredniej kontroli rosyjskiej, ale narażony na zagrożenie ze strony separatystów. Przede wszystkim jednak pozwoli on na ominięcie zatłoczonych cieśnin tureckich oraz na używanie największych tankowców, co znacznie obniży koszty transportu ropy. Długość rurociągu wynosi 1730 km, z tego 420 km (25 proc.) biegnie przez terytorium Azerbejdżanu, 550 km (32 proc.) przez Gruzję, a pozostałe 750 km (44 proc.) przez Turcję. Trasa prowadzi przez geograficznie trudny teren, koszt jej budowy jest wysoki, od 2,4 do 2,7 mld dolarów, a przewidywany termin zakończenia prac zaplanowanych na cztery lata to 2005 r.
Żeby inwestycja była w pełni opłacalna, rurociągiem musiałoby przepływać co najmniej 20 mln ton ropy rocznie ilość przekraczająca poziom bieżącej produkcji. Jak twierdzą Rosjanie rurociąg Baku-Noworosyjsk o przepustowości 18 mln ton, którego budowa jest na ukończeniu, z łatwością mógłby służyć do transportu ropy ze złóż azerbejdżańskich.
O budowie rurciągu Baku-Ceyhan w większym stopniu decydowały względy polityczne niż miała to być inwestycja o charakterze strategicznym, rodzaj arterii łączącej Azerbejdżan oraz cały rejon kaspijsko-zakaukaski z Zachodem. Jej gospodarcze znaczenie zważywszy wysokie koszty budowy i zmienne ceny rynkowe ropy nie było już tak oczywiste. Ostateczną decyzję o wytyczeniu trasy MEP długo odkładano, znacznie przekroczywszy wyznaczony termin październik 1998 r. Z uwagi na wysokie koszty firmy naftowe zwlekały z zaangażowaniem swoich środków i wyczekiwały na większy udział w finansowaniu ze strony rządów państw zainteresowanych budową rurociągu Stanów Zjednoczonych, Turcji, Azerbejdżanu i Gruzji.
Tymczasem na skutek niestabilnej sytuacji politycznej w Czeczenii i prawdopodobnych reperkusji w Dagestanie funkcjonowanie trasy lądowej z Baku do Noworosyjska pozbawione zostało gwarancji bezpieczeństwa. W tych okolicznościach alternatywnym rozwiązaniem stał się transport ropy rurociągiem oraz cysternami kolejowymi na trasie łączącej Baku z gruzińską miejscowością Supsa na wybrzeżu Morza Czarnego. Uroczyście otwarta wiosną 1999 r. nowa linia umożliwiła bezpośredni, choć ograniczony pod względem wielkości dostęp azerbejdżańskiej ropy do rynków europejskich. Wydarzenie to uznano za przecięcie pępowiny łączącej Zakaukazie z Rosją. Rurociąg o długości 812 km, posiadający przepustowość 8 mln ton rocznie, zbudowano w ponad dwa lata kosztem 1,5 mld dolarów. Z portu Supsa tankowce dostarczają naftę dalej na Zachód bądź to Morzem Śródziemnym, bądź też przez Bałkany albo Ukrainę. Jeśli odpowiednie połączenia zostaną oddane do użytku, ropa kaspijska dopłynie też do Polski. Z dużym opóźnieniem zaczęto planować pociągnięcie rurociągu z ukraińskiej miejscowości Brody położonej niedaleko granicy z Polską do Płocka.
Jak już wspomniano trasa do Supsy z uwagi na ograniczone możliwości przepływu ropy nie mogła zastąpić głównej linii eksportowej. W listopadzie 1999 r. podczas spotkania na szczycie OBWE w Stambule prezydenci Azerbejdżanu, Gruzji, Turkmenistanu i Turcji podpisali wreszcie umowę o przystąpieniu do budowy rurociągu Baku-Ceyhan. Wszystkie prognozy wskazują, że wydobycie azerbejdżańskiej ropy będzie wzrastało, ceny już rosną, a co najważniejsze w kazachstańskim sektorze Morza Kaspijskiego niedawno odkryto wielkie złoża naftowe, dzięki którym zdolność przepustowa rurociągu Baku-Ceyhan będzie w pełni wykorzystana.
Istnieją jeszcze inne warianty dostarczania ropy kaspijskiej na Zachód. W myśl strategii amerykańskiej, aby nie uzależniać się od niewielkiej liczby rurociągów, a za najwłaściwsze miejsce docelowe obrać śródziemnomorskie porty Turcji, jeden z projektów przewiduje pociągnięcie nitki rurociągu przez terytorium Armenii, pod warunkiem że konflikt karabaski znajdzie wreszcie zakończenie. Ormianie szacują, że oszczędności uzyskane dzięki zmianie trasy sięgnęłyby kwoty 0,5 mld dolarów. Gdyby natomiast Armenię eliminowano z planów budowy rurociągu, mogłaby ona ze względu na bliskie sąsiedztwo projektowanej trasy stanowić potencjalne zagrożenie dla transportu ropy naftowej w razie wznowienia działań wojennych. Aluzje czynione są niekiedy w Stepanakercie, a także w Erewanie.
Wydawało się, że dzięki zabiegom dyplomatycznym i rokowaniom prowadzonym w 1999 r. zarysowała się perspektywa zakończenia konfliktu trwającego ponad dekadę. Wkrótce jednak okazało się, że zarówno w Azerbejdżanie, jak i w Armenii utrzymuje się nieufność wobec możliwości zadowalającego rozwiązania kryzysu, czego przejawem były zmiany rządu w Baku oraz zabójstwa przywódców państwowych w Erewanie w październiku 1999 r.
Realizacja zupełnie innej koncepcji pociągnięcia nitki południowej przez Iran do Zatoki Perskiej ma, jak dotąd, jeszcze mniejsze szanse powodzenia z uwagi na zadrażnienie stosunków między Teheranem i Waszyngtonem. Pod naciskiem amerykańskiego rządu Iran nie wszedł w skład międzynarodowego konsorcjum ani nie mógł uczestniczyć w negocjacjach dotyczących budowy rurociągów. W sporze o to, czy zbiornik kaspijski jest jeziorem czy morzem, rząd w Teheranie, w przeciwieństwie do rządu Putina , pozostał przy swojej dotychczasowej opinii, nie podzielił natomiast stanowiska Moskwy w kwestii przegiegu tras rurociągowych. W interesie Iranu pozostaje przyciągnięcie na swoje terytorium zyskownego transportu z Azerbejdżanu i Azji Środkowej. Niektóre towarzystwa amerykańskie zachęcone przez stronę irańską, zwróciły się do władz swojego państwa o zezwolenie na wymianę nafty z Iranem, argumentując, że będzie to najprostszy i najmniej kosztowny sposób rozwiązania problemów transportowych. Przekazywanie ropy z Morza Kaspijskiego do rafinerii w Iranie odbywałoby się w zamian za dostarczanie irańskiej ropy, w takich samych ilościach, do portów Zatoki Perskiej z przeznaczeniem na eksport. System taki byłby, jak powiedziano najtańszy, a ponadto zmniejszający ryzyko zagrożenia tras eksportowych przez Rosję.
Innego rodzaju propozycja irańska dotyczy budowy rurociągu na odcinku 300 km z Baku do Tebrizu, gdzie łączyłby się on z siecią irańskich rurociągów.
Nie wydaje się, aby opisane projekty zostały zrealizowane w najbliższej przyszłości, niemniej pomysł wymiany ropy naftowej na szeroką skalę wart jest rozważenia w pierwszej kolejności. A gdy dobiegnie końca konfrontacja między Stanami Zjednoczonymi i Iranem, irańskie uczestnictwo w systemie transportu naftowego może nie tylko wzmocnić ekonomicznie plany budowy rurociągów, ale także stać się ważnym czynnikiem stabilizacji i bezpieczeństwa Zakaukazia, zwłaszcza Azerbejdżanu.
Prawdopodobnie reformy w Iranie miałyby korzystne skutki także dla kaspijskiego przemysłu naftowego, gdyż po naprawieniu stosunków amerykańsko-irańskich ustałby sprzeciw Stanów Zjednoczonych wobec transportowania ropy przez terytorium Iranu.
Problemy finansowania inwestycji, kwestia opłacalności jak i niepewność sytuacji międzynarodowej w rejonie Zakaukazia opóźniały rozpoczęcie budowy rurociągu, a kiedy wreszcie prace ruszyły, ujawnił się nieoczekiwanie sprzeciw ze strony organizacji pozarządowych zarówno w krajach, przez które przebiega trasa, jak i w Zachodniej Europie. Koalicja przeciwrurociągowa liczy ponad siedemdziesiąt organizacji. Większość nich kieruje się troską o ochronę środowiska, część jednak skupiająca emigrantów kurdyjskich z Turcji, ma na celu względy polityczne. Największa z organizacji pozarządowych, Amnesty International, krytykuje budowę korytarza z pogwałceniem praw obywatelskich i domaga się jednakowego traktowania ludności mieszkającej wzdłuż całej trasy rurociągu ( jednolitych tytułów własności ziemi, warunków pracy oraz zarobków). W Azerbejdżanie i Gruzji stowarzyszenia działające na rzecz ochrony środowiska protestują przeciwko przebiegowi rurociągu wzdłuż rzeki Kury, przez półpustynne tereny Gobustanu i zalesione wzgórza Bordzomi. Wszystkie te działania mogą spowodować dalszą zwłokę w uruchomieniu rurociągu. (termin oddania tej inwestycji został dotrzymany - przyp. red.)
![]() |
Tadeusz Świętochowski, absolwent Instytutu Orientalistycznego Uniwersytetu Warszawskiego, mieszka w Nowym Jorku, gdzie jest członkiem Caspian Project, Columbia University. Wykładał na uniwersytetach amerykańskich, w Niemczech i ostatnio w Studium Europy Wschodniej UW. Autor prac naukowych poświęconych nowoczesnej historii i problemom współczesności Bliskiego Wschodu oraz muzułmańskich narodów b. ZSRR, w szczególności Azerbejdżanu. Jedna z jego książek została przetłumaczona na język polski, pt. Azerbejdżan i Rosja. Kolonializm, islam i narodowość w podzielonym kraju. Instytut Studiów Politycznych PAN, 1998. |