Wolna Trybuna
POLSKIE GÓRNICTWO WĘGLA KAMIENNEGO
(PRÓBA OCENY ARTYKUŁ DYSKUSYJNY)
FAKTY
1. Poza miedzią i śladową ilością ropy naftowej Polska posiada bogate złoża węgla brunatnego i kamiennego. Od lat baranim pędem domorosłych polityków i pseudoludzi interesu zrobiono wszystko, by właśnie tego nie eksploatować: zamknąć, ograniczyć, zredukować najlepiej tak, jak w Wałbrzychu. W efekcie, w XXI wieku zafundowaliśmy sobie na oczach świata biedaszyby najnowszej generacji (podobno tylko z BHP coś nie tak), co jest skandalem i karykaturą ekonomiczną.
2. Gdyby chociaż ten nieszczęsny węgiel
ot tak zalegał sobie w pokładach, bez możliwości dostępu, bez torowisk i transportu,
portów i terminali przeładunkowych, rozbudowanej i nowoczesnej struktury mechanicznej
jego wydobycia..., ale tak nie jest. Polska już to ma, i to wybudowane za niewyobrażalne
kwoty, jeszcze w czasach tego nieszczęsnego PRL (70%), ale i później również.
Jest to majątek trudny do oszacowania i tylko Środowisko Likwidatorów Górnictwa
(ŚLG) wie ile on kosztuje i że można z niego odzyskać wyłącznie 5% wartości
zamykając, tak jak to robimy: technologicznie na chama. Majątek ten jest wystarczająco
duży, by nie było nań stać żadnego z prywatnych inwestorów, którzy tak chętnie
przejmą dobrze idącą kopalnię (patrz KWK Bogdanka i próby pana Jakubasa),
ale nigdy w życiu nie zaczną od lokalizacji nowego obszaru górniczego, drążenia
szybu, budowy całej struktury górniczej i eksploatacji po 2-5 latach (jaki bank
im na to pożyczy Światowy? Europejski?). Kapitał prywatny nie jest głupi i
tak nie chce, a Polska właśnie posiada inwestycje na własność, ale zamiast tą
kartą grać, to woli zamykać... Nie można zrozumieć co za zły duch opanował polskich
decydentów?
Tak więc to, co kosztuje miliardy dolarów jest ośmieszane, rozrabowywane, bo
grupa kolesiów pana likwidatora uzyskuje wartość złomu, pomniejszoną oczywiście
o koszty cięcia, załadunku i transportu (najchętniej idą na złom kable energetyczne,
bo to czysta miedź: w zakupie 300 000 zł /1 km, w złomowaniu: 3000 zł). Głośno
się mówi i wszem wiadomo, że najlepsza fucha na Śląsku to likwidator spółki
węglowej lub kopalni. Tak więc ŚLG wytyczyło już jasny kierunek.
3. Niewątpliwym faktem jest również zadłużenie górnictwa, ale wszyscy wiedzą, że stało się to wyłącznie w okresie wprowadzenia kapitalizmu przez grupę nawiedzonych i w czasie skoku dolara na 7000 zł, przy równoczesnym, astronomicznym oprocentowaniu debetu złotówkowego, sięgającemu 40% miesięcznie.To nie gospodarka, ale polityka spowodowała ten nawis długów i strat. Faktem jest również to, że dzisiaj, pomimo beznadziejnego państwowego zarządzania tą branżą, zaczyna ona przynosić zyski, co jest starannie ukrywane przez grupę likwidatorów i grupę chętnych do państwowych dotacji.
4. Faktem bezspornym jest i to, że każda niewyeksploatowana kopalnia w prywatnych rękach staje się Ziemią Obiecaną i przynosi właścicielom krociowe zyski. Przykład Jadwigi jest w Polsce znany. To znaczy, że się jednak da pracować schludnie i z zyskiem, wbrew całej hurrapropagandzie klęski i wbrew opiniom gentlemanów z Banku Światowego.
5. Faktem jest również to, że do Polski co roku wpływało i wpływa 1,5-3,5 MLN ton dotowanego węgla z Rosji (ograniczenia kolejni ministrowie nakładali, niebożęta, jak mogli, ale często miękli po jednym telefonie), czyli uniemożliwiamy pracę co najmniej własnych dwóch kopalń, za to zyskujemy splendor tych, co mają otwarty europejski rynek (przy okazji firma importująca przyrobiła te, bagatela, kilka milionów dolarów rocznie, za to państwo traciło pomiędzy 52 a 122 MLN USD licząc 35 USD za tonę na rynku krajowym). Robimy więc jako III RP świetne interesy. Przebicie 10 do 1 na niekorzyść państwa i do tego 6000 bezrobotnych (2 kopalnie po 3000 ludzi). Jak długo Szwajcaria wytrzymałaby takie interesy? Ale Polska może, bien evidemment, bo jest bogatsza...
6. Faktem bezspornym jest i to, że
w górnictwie panuje nie tyle korupcja, co złodziejstwo sięgające od szczebli
zarządzania po panią wagową na dole drabiny pracowniczej. Każdy chce przyrobić
na państwowym i żaden rząd świata tego nie zatrzyma ani też żadna policja, bo
to jest państwowe, czyli niczyje! Dlatego tak panicznie boją się prywatyzacji
związki zawodowe i zarządy (udana kadencja zarządu spółki to 10 MLN USD rocznie).Przykładów
można dawać tysiące, ograniczę się do dwóch:
a/ Zarząd byłej Gliwickiej Spółki Węglowej już miał podpisać wyniki przetargu
na kolejną inwestycję po cenach najlepszych, sprawdzonych i zatwierdzonych kolegialnie
przez komisję przetargową (w etylowych oparach), gdy nagle niezależna, prywatna
firma zgłosiła swoje ceny i swą zagraniczną technologię. W panice dotychczasowi
zwycięzcy obniżali oferty o 40%, a bohaterski prezes zarządu anulował przetarg
z komentarzem: Bo wszyscy polecieli w ch... Spokojna głowa, potem go podpisał,
ale już w bardziej sprzyjających warunkach.
b/ Dzielny Austriak sprzedawał w Polsce noże do kombajnów. Były 2 razy droższe
od rosyjskich, ale 10 razy wytrzymalsze. Z dyrekcji spółki węglowej, samej kopalni,
wreszcie z dołu z przodku, nadchodziły wieści, że austriackie noże są do
bani. Dzielny handlowiec nie wytrzymał, przebrał się w anzug i zjechał na
dół by odkryć, że jego noże leżą nietknięte w zapakowanej skrzynce itd. itp.
Nie jest problemem, że kradną, bo w państwowym będą kraść. Problemem jest to,
że aby przyrobić 10 zł naraża się struktury górnicze na straty rzędu 1000 zł,
a tego nawet Kuwejt nie wytrzyma.
7. Faktem jest bezsens ekonomiczny transportu węgla. Monopolistyczne PKP żyje z węgla i ma tak dobre ceny, że prywatnym handlowcom opłaca się wieźć węgiel ciężarówką na koniec Polski. Tego faktu nie należy nawet komentować. Póki węgiel rozwożony samochodami będzie w Polsce zjawiskiem codziennym, poty państwo jest chore i poty transport do portów będzie główną przyczyną hamowania opłacalnego eksportu.
8. Faktem jest również i to, że państwo
w sposób naiwny i przebiegły zarazem próbuje otrzymać coś za darmo. Tak więc,
osobom, które są w zarządach potężnych organizmów węglowych płaci się po 3-4
tys. USD miesięcznie, ale każe im się podejmować decyzje o wartościach rzędu
milionów dolarów dziennie, wierząc w ich hart ducha i odrobinę strasząc prokuratorem
z drugiej strony .
Jest to bzdura i głupota godna wczesnych lat porewolucyjnych w Rosji. Zjawisko
to istnieje wyłącznie w Polsce. Na marginesie należy wspomnieć, że jest na to
prosta polityczna rada, tylko nikt z naszych wiceministrów tego nie chce wdrożyć.
Sprywatyzować zarządy i podpisać umowę menedżerską, gwarantującą zarządowi np.
10% z wypracowanego zysku (tak jest w USA), ale jeśli zarząd wypracuje np. 200
MLN USD zysku, to co wtedy? Czy ręka aby nie drgnie czasem ministrowi przy akceptacji
takiego czeku? A co na to lud roboczy? (wszystko jest relatywne, szefowa ignorantka
doprowadziła Elektrim do upadku, wzięła astronomiczną odprawę i nikt się nie
oburzał).
9. Faktem jest wreszcie i to, że dzisiaj
głównym wrogiem polskiego węgla jest gaz i pan Gudzowaty. Zamykając kolejne
kopalnie i produkując węgiel wyłącznie energetyczny spada za łeb na szyję produkcja
węgla grubego, a więc tam natychmiast wciska się gaz (do energetyki zawodowej
nie może, bo przeróbka kotłów na gaz jest nieopłacalna i gaz jest zbyt drogi,
pozostają więc wyłącznie drobni odbiorcy). W celu utrzymania tej linii rozwoju
własnej firmy wykonano 2 ruchy:
a/ Mianowano głównego guru likwidatora alkoholika na stanowisko szefa PGNiG
pana Michała Kwiatkowskiego, który uprzednio szefował Gliwickiej Spółce Węglowej
SA, potem przez 4 lata równie dzielnie doprowadzał Węglokoks do ruiny, będąc
prezesem, by wreszcie się przebranżowić i dać ujście swej energii i doświadczeniu
w pracy z gazem, gdy jeszcze jako szef Węglokoksu zasiadał w radzie nadzorczej
firm z udziałem pana Gudzowatego.
b/ Mianowano na stanowisko szefa resortu pana Marka Kossowskiego, który wiedział,
że symbol C znaczy węgiel i oparł się na instrukcjach Kwiatkowskiego, realizując
je jeszcze ściślej i według wskazówek. Od tego momentu ruszyła likwidacja pełną
parą, ale również antyprywatyzacja (EDF chciał kopalnię, Czesi chcieli kopalnię,
prywatny polski kapitał chciał kupić --pozostało na biurku ministra). Na Śląsku
panuje jasno sformułowana opinia: ...polskim węglem rządzi Gudzowaty i Wiaderko
(Kwiatkowski)..., powtarza ją każdy i każdy liczy się z tymi faktami, a nie
jakaś śląska grupa wpływów. Trwałość i przyszłość podstawowej branży Państwa
powierzono więc likwidatorom z lobby gazowego. Efekt nie da długo na siebie
czekać przy okazji następnej górniczej wizyty w Warszawie. To nie żaden kryzys
to rezultat!
10. Węglokoks
Bezspornym faktem jest wroga działalność Węglokoksu wobec polskiego górnictwa,
co wiąże się z przeszłością tej chorej centrali handlu zagranicznego.
a/ Górnictwo ma pańszczyźniany obowiązek eksportować przez Węglokoks, bo tam
ma się odłożyć odpowiednia ilość sadła, którą potem kolejne rządy i zarządy
odpowiednio zagospodarują. Pracę dla góra 30 osób wykonuje 350..
b/ W wypadku pozyskania jakiegokolwiek interesującego klienta zagranicznego
przez bezpośredniego polskiego producenta węgla, Węglokoks natychmiast obniża
ceny na danym obszarze, uniemożliwiając droższą transakcję obok własnej struktury.
Zrobił już to setki razy, wypompowywując wielkie kwoty ze Skarbu Państwa.
c/ Sformułowanie ministerialne, z pozoru niewinne i w dobrym sensie: wolno
eksportować poza Węglokoksem, ale po cenach nie mniejszych niż Węglokoks
jest szczytem obłudy i cwaniactwa. Kto przy zdrowych zmysłach kupi węgiel za
np. 2 zł, kiedy państwowy Węglokoks proponuje po 1,5 zł??? Kto??? Za ile,
komu i gdzie może decydować wyłącznie kopalnia, biorąc pod uwagę własne nadwyżki,
polski rynek, koszty, dodatkowe zatrudnienie etc.
d/ Głównym interesem Zarządu Węglokoksu jest dorabianie przy sprzedaży, ale
z pozycji odwrotnej.Należy wyjaśnić, że jeżeli sprzedającemu udało się sprzedać
dobrze towar i przy okazji wypracował dla siebie zysk, jest to całkowicie zgodne
z wszelkimi regułami handlu i zgodne z interesem klienta (Państwa Polskiego).
Węglokoks od dziesięcioleci działa na odwrót. Głównym elementem wszelkich
negocjacji jest moment, gdy zagraniczny kontrahent zgodzi się na ustaloną cenę
np. CIF 25 USD. Wtedy należy go delikatnie wysondować, czy gdyby tak węgielek
poszedł powiedzmy po 22 USD za tonę, to można by liczyć na małą premię rzędu
0,5 USD ale już prywatną, do kieszonki? Na początku kontrahent wybałusza oczy
i nic nie rozumie (sprzedający chce taniej?), ale po pewnym oswojeniu go z rzeczywistością
dzielnie pracuje z Polakami ku chwale swej firmy i ku zgrozie naszego górnictwa.A
w Warszawie dalej tego nie wiedzą? Dalej nie umieją policzyć 15 mln ton x 3
dolary?
DECYZYJNOŚĆ
Zastanawia również brak polityki tzw.
zdrowego rozsądku ze strony Rządu, tej podstawowej, którą posiada każdy właściciel
restauracji, małej firmy, czy zakładu usługowego. Mamy we własnym państwie firmę,
która nazywa się Górnictwo Węgla Kamiennego.
Plusy firmy:
złoża w eksploatacji i inne złoża w rezerwie (Czesi by za to wszystko dali),
firma jest już doinwestowana w narzędzia pracy,
towar świetnie się sprzedaje (na rynek polski 90 MLN ton, przychody rzędu
15 MLD zł!, na eksport ile chcemy),
perspektywa proekologiczna wpływa korzystnie na rozwój firmy,
zaczyna przynosić pierwsze zyski.
Minusy firmy:
jest zadłużona z dawnych czasów,
ma przerosty zatrudnienia,
straszliwie kradną.
I nikt nie umie powiedzieć: To co robimy panowie, ratujemy firmę czy doprowadzamy
do bankructwa?
Jeśli ratujemy, to prywatyzujemy lub pozostawiamy państwową:
z długami i bardzo tanio?
bez długów i drogo, ale kto je zapłaci? państwo? i tak trzeba będzie na
to pytanie odpowiedzieć.
Jeśli zaś nie prywatyzujemy i nie sprzedajemy, pozostawiając państwową::
to piszemy odpowiednią ustawę ochronną, jak w cukrze,
powiększamy eksport usadzając PKP i Węglokoks na d....,
prywatyzujemy zarządy, by zmniejszyć złodziejstwo.
Jest i rozwiązanie pośrednie:
Prywatyzacja od razu, zaczynając od drobnych, małych kopalń, przeciwstawiając
natychmiast ich wyniki i zadowolenie załóg państwowym pozostałościom (sami będą
chcieli tego samego). Prywatyzacja ta miałaby kilka plusów:
zaczynać ją można już, z marszu,
pierwsze takie firmy osiągną szybko zysk, bo go nie będą chciały ukrywać,
będzie można zdecydowanie podnieść cenę na następne kopalnie poszukujące właściciela.
Istnieje wreszcie rozwiązanie najprostsze: bankructwo firmy. Wystarczy nic nie
robić, obsadzić zarząd firmy facetami z konkurencji, a oni już dopilnują wszystkiego.
Póki co, to tak się właśnie dzieje... Ale uwaga, dług 22,5 MLD zł i tak pozostanie
do zapłacenia.
MITY
1. Nieprawdą jest, że eksport się nie opłaca. Nasz sąsiad Niemcy kupują 39 MLN ton rocznie, sprowadzając węgiel statkami z całego świata. Od nas biorą 3-5 MLN ton.
2. Nieprawdą jest, że cena eksportowa w Europie (Czechy, Słowacja, Ukraina, Rumunia, Austria) jest zbyt niska i nie opłaca się eksportować. Symulacja kosztów w normalnych warunkach ekonomicznych eksploatacji jednego ze złoży Nadwiślańskiej Spółki Węglowej da 17 MLN zł zysku netto już w ll-gim roku eksploatacji i podwaja się co roku wraz ze wzrostem wydobycia, wyłącznie w cenach eksportowych! i tylko na eksport. Oczywiście, fedrując 2000 T/dzień zatrudnia się 200 ludzi, a nie 700. Ale to jest problem już nie państwa, tylko właściciela.
3. Wydobycie węgla grubego przynosi krociowe zyski, mitem jest, że mamy go w nadmiarze.
4. Nieprawdą jest, że nie da się zwalniać ludzi. W wypadku prywatyzacji duża część sama odchodzi, bo kraść się nie da, a do roboty gonią. Pozostałej części można dać zdecydowaną podwyżkę i zdecydowanie dołożyć roboty.
Dane i adres autora
tylko do wiadomości redakcji